Brazylia

Rok Włóczykija

17 października 2017

Każdy ma w swoim życiu gorsze chwile. Na przykład wtedy, gdy dzień jest krótki, wiatr w oczy wieje (nie tylko biednemu), a pracy jest odwrotnie proporcjonalnie dużo do promieni słońca. Właśnie w takim momencie Mikołaj – czekając na burgera i przeglądając magazyn o podróżach – rzucił: „Fajnie by było jeździć po świecie i tworzyć stamtąd reportaże”. Pomysł początkowo szalony i kompletnie oderwany od rzeczywistości z dnia na dzień stawał się nam coraz bliższy. „A może…”. „Dlaczego to nie mielibyśmy być my?”. Jeszcze chce nam się przecież spać w namiotach, jeździć stopem, jeść konserwy i myć zęby na stacji benzynowej.

I tak od stycznia 2016 roku codziennie dojrzewaliśmy do tej decyzji – wyruszenia w podróż dookoła świata. Zaczęliśmy oszczędzać. Nasze wydatki dzieliliśmy na te, które przydadzą się w podróży lub nas do niej zbliżają i na te, które tego nie robią, czyli są zbędne. Zaczęliśmy szukać miejsc i tematów, za którymi chcielibyśmy pójść. Zaczęliśmy dzielić się naszymi planami z otoczeniem. Zaczęliśmy marzyć o tym, co chcielibyśmy zobaczyć i dokąd zawędrować. Reakcje ludzi były różne. Od niedowierzania, przez stukanie się w głowę, po entuzjazm i zazdrość. Potem były kolejne kroki, które zbliżały nas do wyjazdu. Rozmowy w pracy, mnóstwo formalności do załatwienia, mnóstwo rzeczy do kupienia. Im bliżej podróży, tym mniej narzucamy sobie koniecznych do zobaczenia miejsc. Coraz bardziej chcemy, by drogę wyznaczały kolejne dni i poznani ludzie, a nie z góry narzucony plan.

Wiemy, że ruszamy 15 listopada z Warszawy do Rzymu. Dzień później wylądujemy w Rio de Janeiro. Reszta jest niewiadomą. Jak przystało na Rok Włóczykija – będziemy tam, gdzie nogi (i ciekawe historie) nas poniosą.

Może Cię także zainteresować

Brak komentarzy

Skomentuj