Paragwaj

Zasłyszane, zobaczone, nie do końca sprawdzone – Paragwaj

19 stycznia 2018

Gdy zaciekawionym Brazylijczykom odpowiadaliśmy na pytanie dokąd jedziemy dalej i padała nazwa „Paragwaj”, ich entuzjazm wyraźnie malał. Argentyńczycy byli równie zdziwieni, gdy opowiadaliśmy, że do ich kraju wjechaliśmy z Encarnacion na południu Paragwaju… Na pewno nie jest to kraj podziwiany przez sąsiadów, a jedyny powód ich przyjazdu w te strony to ekonomia. Paragwaj jest po prostu dużo tańszy, a miasto Ciudad del Este przy granicy z Brazylią wygląda jak jedno wielkie targowisko. Stąd też nasze pierwsze wrażenie nie było zbyt pozytywne. Ale daliśmy szansę Paragwajowi i zdecydowanie nie żałujemy. Oto garść ciekawostek o tym kraju.

Na początku poczuliśmy się jak w Polsce z początku lat 90-tych. I to nie z powodu klimatu, czy architektury, ale ze względów czysto ekonomicznych. Po pierwsze – płaci się w tysiącach, jak u nas przed denominacją. Po drugie – nie da się schować przed dzikim i rozbuchanym kapitalizmem. Na każdej ulicy i na każdym rogu ktoś coś próbuje sprzedać. Ciężko dostrzec miasta, gdyż wszystko zasłonięte jest przez ogromne, kolorowe reklamy. Na chwilę wychylisz się z okna autobusu, a już stajesz się potencjalnym klientem. Na jednym tylko przystanku próbowano nam sprzedać: kanapki, wodę, szaszłyk, 5 kg cukru, plastikowe grabie i ręcznik. Zresztą nie trzeba się wychylać, gdyż autobus co chwila zwalnia, dając szanse wskoczenia sprzedawcom do środka i spaceru wśród pasażerów. Byliśmy pełni podziwu dla pań w kostiumach stewardes, które zręcznie z wielkiego kosza sprzedawały najtańszy, krajowy przysmak, czyli „chiba” (powiedzmy, że to takie świeże obwarzanki).

Paragwaj to podobno najbiedniejszy kraj Ameryki Południowej. Choć mógłby być najbogatszy. Państwo posiada 7 wielkich elektrowni wodnych i gdyby nie fatalne umowy podpisane przed laty przez skorumpowanych polityków (np. odsprzedaż niewykorzystanej energii Brazylii po zaniżonej cenie), to Paragwaj stałby się odpowiednikiem Norwegii w Ameryce Południowej. Ale jest szansa na poprawę tej sytuacji. W planach jest przesył energii do Europy oraz darmowy prąd dla obywateli do użytku domowego.

Paragwaj to niegdyś wielki kraj, który po przegranych wojnach z Brazylią, Boliwią i Argentyną nieomal zniknął z mapy świata. Po podpisaniu rozejmów ze świecą było szukać Paragwajczyków – wszędzie zostały tylko kobiety z dziećmi. Dlatego przymykano oko na rozwiązłość mężczyzn i każdy z nich mógł mieć 15 kobiet! Nawet kościół uznał to za normę, a grzechem było…posiadanie dopiero szesnastej kobiety. Państwo przetrwało, a razem z nim maczyzm. Podobno mężczyzna po pracy nie robi dla domu nic. Podobno ojcowie wykorzystują swoje córki, a bracia swoje siostry… Podobno.

W Paragwaju znajduje się największa w Ameryce Południowej baza amerykańskich sił zbrojnych. Ba! – Paragwaj posiada największą flotę marynarki wojennej wśród krajów bez dostępu do morza! Jako jedyny kraj Ameryki Południowej uznaje niepodległość Tajwanu. W podziękowaniu za to ten azjatycki kraj zafundował w Asuncion budynek parlamentu oraz utworzył specjalną strefę ekonomiczną w Ciudad del Este.

Miasta raczej nie robią wielkiego wrażenia. Oprócz wspomnianych już reklam, panuje duży chaos urbanistyczny – każdy buduje co chce, jak chce, a jeśli chce to nie kończy. Na dodatek – i to chyba jest największy minus z perspektywy osoby przyjezdnej – przeciętny Paragwajczyk ma ekologię w przysłowiowej pompie. Wszędzie śmieci i brak śmietników. Na naszych oczach co chwila ktoś wyrzucał butelkę, czy opakowanie dokładnie tam gdzie stał i nie miał znaczenia jego wiek, płeć czy profesja. Jest to aspekt, który razi w oczy i przeszkadza w odbiorze tego, co w tym kraju najpiękniejsze. Natury. Proszę państwa trafiliśmy do kraju pięknego. Na północy dziewicze lasy, w których wszystko chce cię zjeść. Ogromne rzeki, a co za tym idzie – wodospady. Wielkie niziny z polami uprawnymi i dalekimi horyzontami. Ma się wrażenie, że gdzieby nie spadła kropla wody, tam powstanie życie. Papugi, owoce na każdym drzewie, ogłuszający dźwięk cykad i masa owadów. Na przykład motyl ura, który sikając na człowieka składa jaja, z których wyklują się larwy pod skórą. Małpy, węże i wielkie ropuchy. Spędziliśmy na paragwajskiej prowincji wiele dni i poczuliśmy duży spokój (chyba, że akurat odganialiśmy komary).

W żyłach 95% Paragwajczyków płynie indiańska krew. Większość obywateli w życiu codziennym używa języka Indian Guarani, więc jest on drugim – obok hiszpańskiego – językiem urzędowym w tym kraju. Jak dla nas guarani w brzmieniu jest bardziej podobny do chińskiego, niż hiszpańskiego. Wiele wyrazów ma podwójne znaczenie, które zależy od wymowy – przez gardło lub przez nos. Przeciętny Paragwajczyk do turysty jest przyjaźnie nastawiony i pomocny. Nikt nie chciał nas oszukać i mimo bariery językowej nie mieliśmy problemu z dogadaniem się.

A na koniec coś najbardziej charakterystycznego i rzucającego się w oczy bardziej niż reklamy. Wszyscy w tym kraju piją terere wszędzie gdzie się znajdą. Każdy obywatel chodzi po mieście z dużym pękatym termosem, w którym znajduje się zimna woda, wielka kostka lodu i zioła. W drugim ręku trzyma kubek zwany guampą ze słomką zwaną bombillą wciśniętą w yerbę. Terere trzeba się dzielić, więc kubek jest co chwila zalewany wodą i krąży wśród towarzyszy. Siorbanie wskazane. Lepiej nie dziękować za każdym razem. „Gracias” oznacza bowiem, że już więcej nie chcemy, więc guampa do nas nie wróci. Dziękujemy więc na samym końcu.

Wyobraźmy sobie więc taką sytuację. Siedzimy sobie w grupie na zadaszonym ganku. Na zewnątrz skwar, orkiestra cykad i ściana lasu. A my popijamy sobie zimne terere i nic więcej do szczęścia nam nie potrzeba.

Może Cię także zainteresować

Brak komentarzy

Skomentuj